Bramy Kremla

Tadeusz Władysław Dylak
BRAMY KREMLA
Powieść historyczna
ISBN 83−916290−3−1
wiersze autor

SPIS TREŚCI

Rozdział 1 Dymitr syn Iwana
Rozdział 2 Spowiedź
Rozdział 3 Rok 1603
Rozdział 4 Klasztor
Rozdział 5 Pod Białym Kamieniem
Rozdział 6 Pochód na Ruś
Rozdział 7 Zmowa
Rozdział 8 Kircholm
Rozdział 9 Borys Godunow
Rozdział 10 Brama Spaska
Rozdział 11 Lisowczycy
Rozdział 12 Car Samozwaniec
Rozdział 13 Odwrót
Rozdział 14 Posłowie
Rozdział 15 Hetman Żółkiewski
Rozdział 16 Zygmunt Waza – Car Rusi
Rozdział 17 Moskwa w ogniu
Rozdział 18 Klęska
Rozdział 19 Sonia
Rozdział 20 Klątwa świętego starca
Zakończenie

Wstęp
Powieść Bramy Kremla, w całości poświęcona będzie okresowi Wielkiej Smuty na Rusi. Pierwszej i drugiej Dymitriadzie. Wyprawie polskiej szlachty i rycerstwa, na Wielką Ruś. Prywatnej wojnie Jerzego Mniszcha wyprawiającego się po dostatki i zaszczyty, po tron carycy Rusi dla swej córki Ma-ryny. Wyprawie łupieżczej niszczycielskiej, krwawej. Rychło zamienionej w próbę zagarnięcia i podporządkowania olbrzymich obszarów i wielkiego narodu, pod panowanie Zygmunta III Wazy, Szweda z wychowania i natury, elekcyjnego króla Polski, syna Jana III Wazy i Katarzyny Jagiellonki, córki Zyg-munta I Starego.
Bramy Kremla, to opowieść o wojnach i zmaganiach które utrwaliły się w dziejach Rusi, najgłębszą, najbardziej bolesną raną. Klęskami które po dzień dzisiejszy nie są zapomniane, a dzień, w którym obce wojska wyrzucone zostały z Moskwy, obchodzony jest jako święto narodowe.
Historia czasem pokazuje jak jeden tylko człowiek jest zaczynem zdarzeń, które rozpętują w przestrzeni i w czasie wiel-kie i niepotrzebne spustoszenie. Śmierć, kalectwo, głód, ludzkie cierpienie. Takim człowiekiem był niewątpliwie Grisza Otrie-piew.
Bramy Kremla to powieść wielotomowa stanowiąca jedną tylko część większego zbioru powieściowego w którym przewi-jać się będą te same postacie powiązane ze sobą pokoleniowo.
Częścią tego zbioru jest napisana niedawno powieść Miecz króla Jana.
Jak duży będzie to zbiór, pokażą to dopiero najbliższe lata.
Autor

Rozdział 1

Dymitr, syn Iwana

– Grisza dziecinko, chodź tu do mnie szybciutko. Ubierzemy cię w szaty carewicza Dymitra. Szybko, nie ma ani chwili do stracenia. Już po ciebie idą. Zaraz zabiorą cię do Moskwy. Na Kreml. Do twojego cara. Boże chroń, carewicza i nas nie-szczęsnych, od nagłej i niespodziewanej śmierci.
Bojaryca roztrzęsionymi rękoma nakładała na małego Griszkę pięknie wyszywany złota nicią, wierzchni ubiór. Taki sam, jaki zazwyczaj, widział na carewiczu Dymitrze. Twarz jej była blada i wystraszona, oczy nerwowo rozbiegane. Ledwie, że go ubrała, już pociągnęła za sobą do komnaty w której sypiał, carewicz. Tam go posadziła na łóżku jak kukłę i kazała nie ruszać się i czekać. Czekać aż po niego przyjdą. Sama w pośpiechu, wybiegła.
Grisza siedział cicho i czekał jak mu nakazała. Bał się, bo widział wielki lęk w oczach bojarycy i odruchowo wyczuwał niebezpieczeństwo. Nie trwało długo jak posłyszał straszne krzyki. Tupot nóg, przekleństwa. Jego lęk stał się w jednej chwili niemal paraliżujący. Zsunął się odruchowo na podłogę i ukrył pod łóżkiem. Serce biło mu tak gwałtownie, że aż wydało mu się, że za chwilę się zakrztusi. Kilka osób wbiegło do komnaty goniąc małego chłopca. Tu go dopadli i pochwycili. Grisza, śmiertelnie przerażony w pierwszej chwili odruchowo zamknął oczy.
Zarezaj malczika. – Posłyszał stłumiony gardłowy głos.– Żarezaj
Coś upadło na ziemię. Na ten odgłos, Grisza otworzył oczy i zobaczył tuż przed sobą głowę Dymitra, dziwnie wykręconą. Lezącą w taki sposób, że prawym policzkiem przylegała do desek podłogi. Twarz carewicza zwrócona była w jego stronę a oczy wpatrzone w jego wylęknione źrenice. Widział go ukryte-go pod łóżkiem, lecz nic nie mówił. Chociaż otworzył usta jak-by do krzyku. Lecz zamiast tego, oczy jego zaczęły dziwnie tracić wyrazistość. Szklić się i mętnieć jednocześnie, a ciało zadrgało przez krótki moment.
Grisza wyczuł, ze carewicz nie żyje. Nigdy nie widział ni-czyjej śmierci, nasłuchał się jednak o niej w bajkach i opowie-ściach. Zawsze dzieci straszyło się śmiercią. Ostrzegało przed nią. Teraz zobaczył ją tuż przed sobą. I był pewien, że ręce, które zabiły małego carewicza, zaraz wyciągną go spod łóżka i tak samo szybko i bez litości pozbawią życia. Lecz ręce które zobaczył, podniosły ciało Dimitra i wyniosły z komnaty. Na podłodze została jedynie kałuża szybko krzepnącej krwi.
Grisza przeleżał pod łóżkiem do późnej nocy. Gdy zasnął przyśniło mu się, że został zamordowany, leży na podłodze, twarzą zwróconą w stronę łóżka, we krwi i w ostatniej chwili swojego życia widzi ukrytego pod tym łóżkiem wystraszonego chłopca przebranego w jego odzież. Straszne przeżycie, dozna-ny lęk i koszmar senny, sprawiły ze chłopiec dostał silnej gorączki. Na wpół nieprzytomny poczuł, że go wyciągnięto z pod łóżka, że czyjeś ręce objęły go i gdy na chwilę otworzył oczy ujrzał zapłakaną twarz carycy Marfy. Twarz swojej matki. Po-czuł też jak go przyciska do piersi, jak go całuje po twarzy i jak inne ręce odrywają go od matki. Ktoś narzucił mu na głowę kapę. Jacyś ludzie szepcąc do siebie i ponaglając wzajemnie nieśli go gdzieś, a że znów czół dławiący lęk i pod kapą brak mu było powietrza, utracił po raz drugi świadomość.
Zdarzyło się to 15 maja 1591 roku.
*
Po wielu dniach podróży, chłopiec został przywieziony do monastyru, gdzie przy bramie przywitał go mnich z lekko si-wiejącą brodą. Mnich długo rozmawiał z bojarzyną, która towa-rzyszyła mu w podróży, po czym zaprowadził do celi w której mieszkał.
− Będziesz nazywał się teraz Grisza Otriepiew.− Powiedział przyglądając się chłopcu. − Uczyć cię będę pisać i czytać, a także wszystkich pożytecznych i mądrych rzeczy. Nie wolno ci nikomu mówić, że przybyłeś z Uglicza, a kiedy podrośniesz zabiorę cię do Czudowskiego monastyru w Moskwie. Tam zo-staniesz mnichem, a bóg dalej pokieruje twoim losem.
*
Mijał rok po roku, zmarł, a może został otruty car Fiodor. Nowym carem obrano Borysa Godunowa, zięcia Iwana Groźnego.Sprawował on od lat w imieniu pobożnego cara Fiodora pełnię władzy na Kremlu. Po jego śmierci siadł na tronie.
Zmierzchało się, gdy kilka sań, każde z trzykonnym za-przęgiem podjechało pod bramę monastyru w Galiczu. Ludzie, jacy z nich wysiedli, rośli i brodaci w szubach podbitych fu-trem, stąpali po śniegu z głośnym chrzęstem. Czekał na nich i witał słowem bożym mnich w habicie przewiązanym grubym sznurem, na który narzucił barani kożuch. Zaraz też z mrozu prowadził pod dach do obszernych pomieszczeń, które choć budowane z bali drewnianych w środku były tynkowane i zdo-bione wzorzystym malowidłem. W jednej z takich izb prosił by siadali przy stole na ławach. Inni mnisi jacy się zjawili, przyno-sili dzbany z grzanym piwem, chleb i sól, gotowane mięsiwo, cebulę i czosnek. Jedzono w spokoju i w milczeniu spoglądając od czasu do czasu na siebie. Gdy skończono, jeden z bojarów odezwał się do mnicha.
− Czas jest Pimenie byś przeniósł się do monastyru Czu-dowskiego w Moskwie, byśmy i my mieli łatwiejszy dostęp do Griszy. By oprócz mądrości jaką dają księgi święte, poznał i inne prawdy dotąd przed nim ukryte. Wielkie klęski spadają na Ruś i jej lud prawosławny. Głód i cierpienia potęgują jego gniew i wróżą bliski już koniec panowania uzurpatora i kniazia pychy i nieprawości.
− Głód i u nas Piotrze Kuźmiczu. − Odezwał się mnich. − Trzeci już rok z rzędu słońce wypala uprawy. Zboże się nie kłosi. Bydło pada nie znajdując paszy na spalonych łąkach. Lu-dzie porzucają zagrody i pola. Gromady obłąkanych głodomo-rów napadają na dwory bojarskie, grabią i mordują. Ruś ginie.
− Borys Godunow każe trzymać spichrze zamknięte. Trzyma zboże dla nieprzyjaciół Rusi. Wysyła statkami do An-glii i Szwecji. Idzie głos po Rusi, że dni jego są policzone. Czas syna Iwana nadchodzi, czas Dymitra już bliski. Czas pomsty za śmierć Fiodora, za krzywdy innych.
− Zawezwij Pimenie Griszę Otriepiewa − odezwał się inny bojar − i powiedz mu jego prawdziwe imię. Niech wie kim był jego ojciec. Tu z dala od Kremla czas wyjawić mu prawdę, by wiedział co go czeka i kogo ma się strzec. Kto mu śmiertelnym wrogiem, a kto przyjacielem i obrońcą.
Mnich wstał z ławy i wyszedł. Wrócił po chwili w towa-rzystwie młodzieńca, którego twarz nie pokrywał jeszcze za-rost.
Wszyscy obecni w izbie bojarzy powstali.
Pimen wskazał na bogato zdobione szaty jakie młodzieniec niósł przed sobą na wyciągniętych ramionach.
Oto szaty jakie nosił będąc dziecięciem, szaty które musia-łem ukryć w skrzyni by nie poznano w malczyku carewicza Dymitra. Oto Dymitr syn Iwana
Bojarzy skłonili się głęboko przyszłemu carowi Rosji.
Filaret Romanow, który przewodził przybyłym, przemówił pierwszy.
− Mój dziad Nikita Zacharjin, brat pierwszej żony Iwana IV wiernie służył carowi i mnie przykazywał to samo. Biję przeto czołem przed tobą Dymitrze, jako przed tym, który po bracie i ojcu na tronie kremlowskim zasiądzie. Czuwaliśmy nad tobą przez lata chroniąc życie twoje. Byli bowiem ludzie, któ-rzy nasyłali morderców na ciebie, gdyś był jeszcze dzieckiem.
− A mój przodek był oprycznikiem cara Iwana− Odezwał się inny bojar.− Gdy car kazał komu głowę w przerębel we-pchnąć, to mój przodek głowę temu w przerębel wpychał. Przez to zwali go Szczepier. Mnie zwą Wasyl Szczepier. Ja tobie ca-rewiczu Dymitrze będę służył. Każdy twój prykaz wykonam. A pierwszy ten, aby Borysa, twego wroga do lochów wtrącić. On to kazał bowiem Michałowi Bitjagowskiemu by cię wskazał zabójcom posłanym z Moskwy. Tylko cudem zmylił ich wygląd i ubiór innego malczyka, podobnego do ciebie jak dwie krople wody. Bawiącego się na placu przed dworem, ścigano i zabito podrzynając mu nożem gardło. Nawet twoja matka przez łzy i wielką rozpacz nie poznała się na pomyłce, bo krwią miał całą twarz umazaną. Dopiero nocą pokazano jej ciebie, żywego i nietkniętego i zaklinano, aby zachowała to w tajemnicy do cza-su aż dorośniesz Tak cię bóg uratował. Tak bóg uratował nam prawowitego cara.
− Cóż się stało z Bitjagowskim. − Zapytał Grisza Otrie-piew
− Gdy się ludzie zbiegli słysząc krzyk rozpaczy i zawodze-nie carycy, gdy ujrzano zwłoki chłopca, którego brano za care-wicza, uczynił się wielki tumult. Pojmano Bitjagowskiego i jego syna i wszystkich jego pomocników i na miejscu osądzo-no. Zadusili padalców. Rozerwali na strzępy. Ale Godunow kary nie poniósł. Mnie go dasz carewiczu, ja go ubiju.
− Wszystko musi być w największej tajemnicy. − Przerwał Filaret. − Gdy obalimy Godunowa musisz być gotowy zasiąść na tronie. Do póki to nie nastąpi, pozostawać będziesz dla wła-snego bezpieczeństwa w klasztorze Czudowskim. Dla tej samej przyczyny jeszcze czas jakiś pod nazwiskiem Grigorija Otrie-piewa.
− Ale już nie długo. − Wtrącił się znowu Wasyl Szczepier. − Daj bóg, abym mógł Godunowa zarezać.
Pimen podniósł w górę rękę. Broda mu się zatrzęsła gdy przemówił głosem proroczym.
− Wzburzy się Ruś Wielka i zabiją wszystkie dzwony. I pójdzie za carewiczem Dymitrem lud mnogi. Rozwarte zostaną przed Dymitrem bramy Kremla. Mnogie wojska zostaną pobite i rozproszone. Obce potęgi wkroczą na Ruś świętą i zostaną z niej ze sromotą i własną klęską wygnane.
− W Moskwie, − znów wtrącił się Wasyl Szczepier − w kramach za sprawą głodu, sprzedają pierogi nadziewane ludz-kim mięsem. Tfu, psia ich mać. Takiego mamy cara, takie i pierogi.
Grisza słuchał zaskoczony. Milczał, lecz po oczach można było poznać, że jest to młodzieniec bystry, rozumny i opanowa-ny. Latopis o dziejach Rusi, jaki od lat spisywał Pimen, czytał z uwagą po wielekroć i rozważał. Czasem powracał do własnych strasznych wspomnień z dzieciństwa i pytał się w duchu. Kim jestem? Gdzie matka moja? Teraz na pierwsze pytanie dostawał odpowiedź.
Ludzie, którzy w mroźny dzień przyjechali, musieli znać jego historię. Musieli znać ostatnie lata życia Iwana Groźnego, i znać Borysa Godunowa, bezprawnie zajmującego tron carów. Teraz on sam musiał do tronu tego dotrzeć. Nie grozą wypadnie mu ludzi trzymać przy sobie, ale łagodnością i rozumem. Do-brym słowem i obietnicą. Widział tron przed sobą, bo mu go wskazywali, ale tron ten jawił się wysoko w chmurach i we mgle. Czy miał wspinać się ku niemu? Czy biernie czekać, aż z lęku przed jego prawami, ten kto to prawo gwałci, zgładzi go skrycie i okrutnie. Wyboru nie miał, jeśli chciał żyć, musiał wejść na ścieżkę wiodącą na szczyt. Tam było jego miejsce, po ojcu i sławnych jego przodkach. Tam stał jego tron.
*
Latopis Pimena ze zrozumiałych względów zaciekawiał Godunowa. Borys Godunow, znał jak nikt inny życie i dzieje Iwana Groźnego. Był przy nim i służył mu jak umiał najlepiej. Żenił się z jego córką. Siostrę swoją oddał synowi Iwana Groź-nego, Fiodorowi. Słuchał podań i legend o czynach jego przod-ków. O kniaziu Wasylu III i Iwanie III Srogim, o pradziadach, księciu Dymitrze Dońskim, który pobił w wielkiej bitwie Tata-rów i o Aleksandrze Newskim, pogromcy żelaznych szyków Zakonu Kawalerów Mieczowych. Widział skrwawione zwłoki Iwana, najstarszego syna Groźnego, zabitego w porywie gniewu przez ojca. Znał wszystkie opowieści i legendy krążące o śmierci Heleny Glińskiej. Pamiętał, że Iwan Groźny mając lat czternaście kazał zgładzić głowę rodu Szujskich, Andrzeja.
To wszystko było spisane przez starca Pimena, który mło-de lata spędził pracując na Kremlu dla kniaziów i carów. Czy Pimen pisał także o nim samym, o tym jak rządził w imieniu Fiodora, a później po jego śmierci, już w imieniu własnym z wyboru soboru ziemskiego, z namaszczeniem patriarchy i z pomocą bożą?
Godunow dotykał oprawionego w skórę latopisu. Przekładał jego zapisane strony. Czasami czytał werset, lub tylko jedno zdanie. Spoglądał w oczy Pimena jakby chciał zgłębić całą jego ogromną wiedzę i mądrość. I odruchowo patrzył w młodą twarz stojącego przy nim mnicha. Widział go po raz pierwszy, a jed-nak miał wrażenie, że już gdzieś tego młodzieńca spotkał. Te same oczy i brwi, ukryty niepokój i ostrożność.
− Czy podejmiesz się sporządzić dla mnie kopię latopisu? − Godunow zapytał młodego mnicha.
Młodzieniec bez słowa skinął głową.
− Mnisi klasztorni spisują kopie. − Odezwał się Pimen.− Ku chwale przodków i dla pamięci przyszłych pokoleń. By wiedza o czynach kniaziów i carów wiecznie dla ludu Rusi była żywa.
− Dasz mi znać czcigodny Pimenie, gdy skończą swą pra-cę, bym nakazał złotnikom sporządzenie pięknej oprawy ze złotem i szlachetnymi kamieniami.
Godunow nie mógł długo rozmawiać z Pimenem, gdyż w sąsiedniej sali od rana czekało na posłuchanie poselstwo chana krymskiego Gireja.
Żegnając starca, spojrzał jeszcze raz na młodego mnicha. Ich spojrzenia skrzyżowały się na moment.
*
Po odprawieniu posłów, już pod wieczór car zasiadł do sto-łu do ostatniego posiłku tego dnia. Lecz i teraz nie miał dla sie-bie spokoju. Dowódca strzelców pałacowej warty, Srebriow w asyście dwóch ludzi wprowadził pijanego bojara Wasyla Szczepiera
Borys uniósł wysoko brwi na znak zdziwienia.
− Dobry caru. − Odezwał się Sriebriow. − Oto pochwycili-śmy bojara Wasyla, który rozpowiadał, że carewicz Dymitr, syn Iwana Groźnego przybył do Moskwy by zasiąść na tronie ojca. Przechwalał się Wasyl, że widział Dymitra na własne oczy, że to on towarzyszył Dymitrowi w drodze do Moskwy. Przysięgał i zaklinał, że to co mówi to prawda.
− A ot głupi durak uwierzył− Zaśmiał się Szczepier. − Inni nie wierzyli w moje bajania, a durak Sriebriow uwierzył i cią-gnie mnie przed cara jak skazańca, a ja sam do cara się wybie-rałem.
Carowi krew uderzyła do głowy. W pierwszej chwili przyszła mu myśl, by posłać bojara na męki, by wydusić z niego prawdę, ale gdy nieco ochłonął zdał sobie sprawę, że ród Szczepierów osiadły w Moskwie od wieków, liczy co najmniej dwustu członków. Nadto ich, by robić sobie wśród nich wro-gów. I wśród i tak niechętnych mu bojarów. Tym bardziej, że Szczepier był mocno podpity i mógł w rzeczy samej zmyślać. Wskazał więc miejsce przy stole naprzeciw siebie i zaprosił do wspólnego posiłku dowódcę strzelców i możnego bojara.
− Dobrze się stało, − odezwał się wznosząc jednocześnie kielich z winem − że zechciałeś mnie odwiedzić. Innym mó-wisz, a car też ciekawy. Jedni mówią że carewicza znaleźli lu-dzie na dziedzińcu dworu carskiego w Ugliczu z poderzniętym gardłem, inni że żyje i krąży w przebraniu po Rusi, nawołując do buntu. Jeśliś go widział to wiesz jak wygląda. Podobny do ojca, czy do matki?
− Nie podobny do ojca. − Zaprzeczył Szczepier. − Kurdu-pel koślawy i kulawy na jedną nogę. Nos ma jak u sowy, szyję jak u sępa. Stęka najpierw nim słowo powie. Bzdzi, gdy przy stole siedzi a kaszę z miski ze słoniną zajada. Pryszczaty i brudny. Płacze, gdy nikt mu nie daje wiary, że on synem cara Iwana Groźnego
− Takiegoś go widział? − Zapytał Godunow.
− Z takim do Moskwy jechałem. − Przytaknął Szczepier.− Z wozu na konia chciał się przesiąść, gdy do murów miejskich się zbliżaliśmy, ale z konia spadł i pozostał w tyle, bom nie chciał, by mi przy wjeździe towarzyszył.
− Ale co innego ludziom mówiłeś. − Zauważył Sriebriow.− Miał on byś wielki i piękny, w złotej zbroi pod mnisim kafta-nem.
− Jak mogłem tak nie mówić, głupcom co wszystkiego są ciekawi a własnego rozumu nie mają. − Szczepier znów roze-śmiał się głośno. − Jak bym prawił, że wóz cały złota za nim jechał, to by jeszcze chętniej słuchali. Ale car mój Godunow człowiek mądry. Jemu prawdę mówię, jako powsinoga kulawy i postękliwy, za carskiego syna się podawał, przez co we mnie tylko śmiech wzbudzał. Inaczej gdybym miał zły humor łeb bym mu uciął.
− Mówisz w mnisim kaftanie? − Zapytał Godunow
− Łach to był żebraczy, brudny i spłowiały. − Odparł Szczepier. − Dziura przy dziurze, łata na łacie. Oczy kaprawe, ślina z gęby mu ciekła.
Godunow zaśmiał się.
− Gdy tak mi mówisz jak wyglądał, przypomniało mi się, że był u mnie właśnie dziś ten mnich co w oczach miał kapry i któremu ślina z gęby ciekła. Miał pod okiem, przy nosie, ku-rzajkę, jak jego matka Marfa Nagoj. Teraz dopiero to podobień-stwo mi się przypomniało. Ale ani słowem o tym, że jest synem Iwana Groźnego nie wspomniał. Ani on, ani Pimen, z którym przyszedł na Kreml. Wszak znasz Wasylu starca Pimena?
Szczepier przestał się śmiać. Brwi mu się ściągnęły, czoło spotniało.
− Pimen, świętym jest mnichem. − W głosie Szczepiera słychać było groźbę. − Nie waż się podnieść Borysie ręki ani na niego, ani na klasztor Czudowski.
− Jest świętym. − Przyznał Godunow.− Godnym mojego szacunku. Jeśli zaś mnich, który mu towarzyszył, jest tym sa-mym, który podawał ci się za carewicza Dymitra, to zaprosimy go na wspólny posiłek, bym i ja wiedział, że nie jest prawdą, co ludzie mówili o jego śmierci w dzieciństwie.
Godunow skinął głową dowódcy strzelców i dał nakaz je-chać i przywieść Pimena i młodego mnicha na Kreml.
Wasyl Szczepier siedział przy stole z ponurą, kamienną twarzą i milczał.
*
Pimen wracając z Kremla, skręcił w zaułek za rybnym tar-giem do domu, w którym mieszkała jego młodsza siostra z sy-nem, synową i sporą gromadą wnuków. Nie widział siostry od wielu lat i teraz cieszył się ze spotkania.
Grisza Otriepiew korzystając ze sposobności wdał się w rozmowę z gospodarzem domu, a później, na prośbę wszystkich domowników zaczął czytać latopis. Tak zeszło do późnych go-dzin wieczornych. Gdy po pożegnaniu opuścili dom, było już ciemno, pospieszali więc by dotrzeć jak najszybciej do klaszto-ru. Po drodze wyprzedził ich niemal galopem duży oddział jeźdźców. Pimen po jednolitym odzieniu i uzbrojeniu poznał w jeźdźcach carskich strzelców.
− Jadą w pole, czy do klasztoru? − Zapytał Grisza.
− Jadą po ciebie! − Odparł Pimen. − I widać, że im spiesz-no. Zauważyłem, że dziwnym wzrokiem Borys Godunow spo-glądał na ciebie. Rozmyślał zapewne kim naprawdę jesteś. Ma on swoich donosicieli i szpiegów. Wie, że krąży wśród ludu wieść, iż Dymitr, syn cara Iwana żyje. Nie wracać nam do klasztoru Griszka. Pójdziemy do Filareta, niech nam poradzi gdzie mamy się ukryć przed strzelcami i przed Godunowem. Inaczej będziesz musiał skryć się za granicami Rosji, by nikt cię nie wyśledził i nie ukrzywdził.
Filaret, tak jak i Pimen rozumiał, że nad głową Griszy Otriepiewa zawisło niebezpieczeństwo. Zgodził się też, aby szukał schronienia w granicach Rzeczypospolitej, na dworze rusina, kniazia Adama Wiśniowieckiego, pana na Brahiniu. Był tam na dworze magnata mnich prawosławny Borkowsi, daleki powinowaty Filareta, który mógł dać schronienie Griszy. Tak postanowiwszy, zaopatrzono Griszę w odpowiednią ilość pie-niędzy i świtaniem dnia następnego wyprawiono w daleką dro-gę. Zabrał Grisza ze sobą latopis, jaki spisał starzec Pimen, o jego przodkach i o cudownym jego ocaleniu w dzieciństwie.
*
Sriebriow wrócił na Kreml w dwie godziny później. Minę miał niezadowoloną
− Gdzież Pimen? −Zapytał Godunow
− Ot, szukać wiatru w polu.− Odparł Sriebriow
− Mówiłem że łazik i wiercidupa. − Zaśmiał się Szczepier, któremu nagle powrócił dobry nastrój. − Rastriga (zbieg) on wart batów. A ty caru nie kłopotaj się nim. Nie wart on tego, by mądra głowa cara o nim myślała. Ja cię Borysie Godunowiczu zapraszam do siebie na ucztę za trzy dni. Każę nałapać, zbie-głych chłopów, mnichów, wszelkiej innej swołoczy i zabawimy się po naszemu. Ty car, każesz im łby ucinać, a ja Szczepier twój bojar i drug (przyjaciel), wezmę szablę i zrobię co każesz.
− A jeśli pojmiesz Dymitra, który ponoć w przebraniu mnicha wędruje po Rusi, to też go zetniesz? − Zapytał chytrze Godunow.
− Każdego nieprawego cara, jeśli mi każą to zetnę, ale prawdziwego, będę czcił i szanował.− Odparł Szczepier z równą chytrością.

Be the first to start a conversation

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: