Złotnictwo -Palniki

Posted on 21 Październik 2010

3


Palniki w złotnictwie.

Wśród rozlicznych umiejętności, jakimi musi wykazać się każdy dobry złotnik jest umiejętność lutowania. Innymi słowy umiejętność sprawnego posługiwania się palnikiem jubilerskim.
I o palnikach jubilerskich będzie ten artykuł.
Pierwszym znanym nam palnikiem była ustna dmuchawka na gaz ziemny bądź koksowy, dmuchawka wymieniona także w publikacji dr Franciszka Zastawniaka ,,Złotnictwo i probiernictwo”.
Po wojnie, w naszym kraju jednym z najpopularniejszych palników był palnik na gaz propan butan.

Fot. 1 Palnik na gaz propan butan z kompletem dysz.

Doskonale znany złotnikom z mojego pokolenia. Służył równie dobrze do topienia niewielkich ilości złota czy srebra, jak i do wszystkich innych misternych prac podczas wytwarzania bądź naprawy biżuterii.
W tym miejscu trzeba wspomnieć, iż określenie lutowanie odnosi się zarówno do lutowania miękkiego jak i twardego, przy czym to pierwsze ma miejsce, gdy używamy do łączenia ze sobą metali trudnotopliwych stopu o niskiej temperaturze topnienia takich jak np. cyna i lutowanie twarde, które ma miejsce, gdy lut jest sporządzony z metali, które lutujemy. (W innych branżach ten typ lutowania określa się, jako spawanie metalu.)
Zwinięty w obrączkę pasek złota próby 0.585 zlutowany lutem złotym tej samej próby, będzie lutem twardym w ogólnym pojęciu. Jednakże, ponieważ złotnicy w zasadzie niezwykle rzadko używają do lutowania cyny i nigdy do lutowania złota, wprowadzili swoje własne nazewnictwo, w którym lut tej samej próby niezależnie czy będzie to próba 0.585 czy 0.750 czy jakakolwiek inna, będzie miała nazwę lutu twardego, średniego, bądź miękkiego.
Z nazwą lutu korespondować oczywiście będzie zawsze punkt topliwości lutu w ściśle określonej temperaturze.
Jeszcze nie tak dawno temu, kiedy pierścionek lutowało się z wielu elementów, lutu twardego używano do lutowania oprawki, obwódki i bizy (podbudowy), lutu średniego do przylutowania obrączki do bizy, często zwanej szyną i lutu miękkiego do lutowania pozostałych elementów stanowiących elementy ozdobne pierścionka.
Umożliwiało to wykonywanie lutowania po lutowaniu w obszarze tego samego miejsca bez obawy że lut z pierwszego lutowania zostanie uszkodzony, bądź ,,popłynie”
Jedynym mankamentem wspomnianego wyżej palnika była dysza, która ze względu na bardzo niewielką średnicę otworu, co kilka lat wymagała przeczyszczeniu.
Takiej wady nie miał palnik, z którym przyszło mi pracować podczas mojego pobytu w Stanach Zjednoczonych. Palnik bardzo prosty i trzeba przyznać łatwy w użyciu, pierwszego dnia ostro ,,strzelający” przy jego wygaszaniu. Było to skutkiem niewłaściwej kolejności zamykania zaworków odcinających gaz i sprężonego powietrza.
Dla tych, którzy nigdy nie pracowali z tym palnikiem, a z pewnością któregoś dnia zaczną, podaję, iż w pierwszej kolejności należy zamykać zawsze dopływ sprężonego powietrza.

Fot.2 Podstawowy palnik na gaz butlowy i sprężone powietrze, podobny palnik jest na acetylen i sprężone powietrze.
Po lewej, palnik z dodatkowymi trzema dyszami o różnej średnicy otworów. Na górze dysza w powiększeniu i po prawej poniżej manometr ciśnieniowy na gaz i sprężone powietrze.

Jako ciekawostkę mogę dodać, że o ile palnik polski, który pokazany jest na fot. 1 trzymało się za rączkę palnika w zasadzie trzema palcami, kciukiem i palcem wskazującym regulując dopływ strumienia gazu, to palnik amerykański, ten z fot.2, leżał w ręku w taki sposób, iż palec wskazujący i serdeczny znajdował się na zaworach odcinających tlen i gaz i w czasie operowania palnikiem palce te stale ,,pracowały”, co pozwalało regulować wielkość i temperaturę płomienia.
Taki układ ręki był całkiem znośny i nie nastręczał żadnych problemów.
Jeśli postawić pytanie, który palnik jest lepszy, odpowiem, iż bezpieczniejszym palnikiem jest palnik polski z racji niższej temperatury płomienia, co minimalizuje ryzyko, (choć stale ono istnieje) nadtopienie, zatem uszkodzenia części lutowanych. Natomiast przy dostatecznej praktyce w lutowaniu, palnik na gaz i tlen pozwalał na łatwiejsze operowanie w przypadkach lutowań precyzyjnych i delikatnych, gdyż wydobywający się z niego płomień jest bez porównania węższy i mniejszy i ma znacznie szersze spectrum regulacji temperatury płomienia.
Kolejną zaletą tego palnika jest fakt, iż w przypadku jego używania możemy także pracować z platyną, gdyż pozwala nam uzyskiwać temperatury płomienia przekraczające punkt topliwości platyny (1775º C), a to dzięki użyciu mieszanki gazu i sprężonego powietrza.
W tym miejscu wypada jednak zaznaczyć, że z takimi pracami możemy mieć do czynienie niezwykle rzadko lub wcale, zważywszy, iż platyna nie cieszy się jednak takim wzięciem jak złoto, a jej barwa, bardzo zbliżona do srebra i niezwykle wysoka cena wręcz zniechęca do jej zakupu.
Trzeba także brać pod uwagę, że w przypadku palnika polskiego wydatkujemy swoje pieniądze na wspomniany palnik, półtora metra gumowego przewodu gazowego, oraz dużej butli turystycznej na gaz propan butan z niewielkim reduktorem ciśnienia.
Małe butle gazowe nie wymagają reduktora i mogą być połączone wężem gumowym bezpośrednio z palnikiem.

Z palnikiem na gaz i sprężone powietrze (fot. 2) oprócz palnika, dwóch przewodów gumowych i butli gazowej, musimy jeszcze kupić butlę tlenową i odpowiedni manometr.
Zatem z pewnością poniesiemy większe koszta.

Fot. 3 adapter i dysze do palnika na gaz i sprężone powietrze.

Jako ulepszenie do palnika jubilerskiego z czasem wyprodukowano sześć dodatkowych dysz z aluminium zakończonych metalowymi rurkami różnej średnicy (fot. 3), które za pośrednictwem adaptera można było szybko wymieniać nasadzając dysze zamiast jak poprzednio w przypadku mosiężnych je wkręcać.
Było to rozwiązanie wygodne i szybko się przyjęło wśród złotników.

Fot. 4 Plastikowe dysze do palnika z metalowym adapterem

Co dziwniejsze na jednej z corocznych wystaw jubilersko – złotniczych w Jacob Javits Convention Center w Nowym Jorku, a było to jeszcze jak mi się wydaje przed rokiem 1990, pokazała się jeszcze inna nowość, tym razem dysze z plastiku (fot.4), które swym wyglądem mocno kojarzyły się ze strzykawkami lekarskimi.
Takie cudo niemało mnie zdziwiło, ale że same końcówki bez adaptera były w cenie poniżej dolara, tytułem próby pozwoliłem sobie kupić kilka z nich, a że wystawcy już mnie tam znali, dostałem od serca, tych jubilerskich ,,strzykawek” dodatkowo całą garść. I o dziwo w praktyce sprawdzały się znakomicie i bezproblemowo.

Fot. 5 Palnik ,,mini” na gaz i sprężone powietrze.

Kolejnym palnikiem, z jakim się zetknąłem był mini palnik fot. 5.
Były osoby, które sobie go ceniły, ja widziałem w nim same wady.
Brak większych dysz do topienia topienie dostatecznie dużych ilości złota czy srebra, jego mały jak na moją dłoń uchwyt, niemożność łatwej i swobodnej regulacji dopływu gazu i powietrza dwoma palcami jak to miało miejsce z palnikiem z fot.2.
Tak więc w mojej ocenie palnik ten był bardziej do naprawy biżuterii, lutowania łańcuszków itp. niż do całości prac w typowym zakładzie złotniczym, w którym pracę rozpoczynało się od topienia złota czy srebra.

Urządzenie, o którym chcę wspomnieć na końcu to hydrofluks.
Zaprojektowane i wykonane z uwagi na restrykcje prawne w Stanach Zjednoczonych (i być może także w innych krajach) odnoszące się do zbiorników i butli magazynujących gaz czy tlen pod wysokim ciśnieniem, które ze względów bezpieczeństwa nie mogą być składowane i wykorzystywane w domach towarowych i wielkich centrach handlowych, miało umożliwić złotnikom lokalizację swoich warsztatów w tych centrach.

Fot. 6 Hydrofluks – spawarka wodorotlenowa

Nie miałem okazji pracowania z hydrofleksem, jednakże z tego co podaje producent można wnosić iż jest to ,,generator wodorowy” który by wytwarzać mieszankę wodorotlenową (oxyhydrogen) potrzebuje jedynie wody destylowanej i zasilania w energię elektryczną. Urządzenie wytwarza tylko taką ilość mieszanki gazowej, jaka jest potrzebna w trakcie spawania. Oznacza to jednocześnie, że tworzonego gazu nie magazynuje, co ma czynić tym samym urządzenie w pełni bezpiecznym.

Ponieważ w tym przypadku mamy tu do czynienie ze spalaniem mieszanki o wysokiej zawartości wodoru i niewielkim dodatku tlenu otrzymujemy ekstremalnie wysoką temperaturę płomienia, który nie oksyduje spawanych (lutowanych) przedmiotów. Płomień palnika jest niezwykle mały, w niektórych przypadkach tak mały, że wręcz niewidoczny gołym okiem ( podaję za producentem). Praktyka jest tu zatem absolutnie konieczna, by to co mamy zrobić, lub naprawić, nie zniszczyć.

Użycie hydrofluksu daje nam znacznie czyściejsze lutowanie niż to, które mamy w przypadku użycia gazu propan butan. Ale myśląc o jego zakupie i wykorzystaniu warto najpierw chwilę się zastanowić, a jeszcze lepiej poprosić o zademonstrowanie działania, w której można byłoby samemu spróbować jak się pracuje z tym urządzeniem. By nie kupić kolejnego drogiego narzędzia czy urządzenia. które odstawimy następnie na półkę.

Tadeusz Dylak
mistrz złotnik
autor podręcznika dla złotników ,,Złotnik, zawód jakich mało”

Posted in: Bez kategorii